Jak my to robimy

Jak my to robimy

Wieczór. Wszystkie dzieci już śpią. Jesteśmy tylko we dwoje. Oglądamy jakiś film lub po prostu każde zajmuje się swoimi sprawami na które w dzień nie znalazło czasu. Jest miło, spokojnie. W domu panuje błoga cisza (nawet gdyby sąsiad zaczął wiercić nadal byłaby to bloga cisza. Każdy dźwięk nie będący płaczem czy wołaniem „MAMOOOOO, TATOOOO” można określić błogą ciszą). Spędzamy tak pół godzinki czasem godzinkę, w końcu postanawiamy się położyć. Przytulić. Nagle jedno pyta drugiego „słyszysz?” Przez ułamek sekundy przez głowę przelatuje milion myśli. Zaczynajac od „o nie…” kończąc na myślach samobójczych. Mniej więcej tak było wczoraj, ale zacznijmy od początku.

Nasze najmłodsze szczęście ubzdurało sobie, że odbędzie dzien buntu i nie będzie spało w dzień. Myśle sobie- No dobra. Nie chcesz spać to nie spij. Pójdziesz wcześniej spać.

Tak wiem. Głupia byłam. I owszem. W głębi duszy przeczuwałam jak to się skończy, ale głupota namaszczona nadzieją zwyciężyła i skończyło się na tym, że młody tylko 10 minut poleżał w łóżku. Dobra, nie przejmując się, zapominając o tym, że tego dnia nie miałam nawet chwilki dla siebie (wiecie jak jest. „Mamo chcesz iść do wc? Nie martw się, pójdę z Tobą żeby nie było ci smutno”), że jestem lekko rozdrażniona postanowiłam, ze to dziś. Właśnie tego dnia, a właściwie wieczora zabiorę się za spełnianie swojego marzenia. Oczywiście pierwszy problem wyszedł jeszcze przed godziną 18 kiedy to najstarsza córka po zabawie na placu zabaw w błocie, cała mokra (polecam takie zabawy dla dzieci… pomimo ogromu prania) przychodzi roztrzęsiona z płaczem do domu. Dopytuję co się stało, ale młoda jeszcze trochę zamroczona mówi tylko, że poślizgnęła się jak wracała do domu i boli ją głowa. Myśle sobie ok. Przywaliła porządnie to fakt (inaczej nie przyszła by z takim płaczem). Przytuliłam, spojrzałam na głowę. Głowa w całości. Oczywiście guz zaczyna rosnąć rozmiarami przypominając cytrynę, ale to całkiem normalne. Mniej normalnie zrobiło się kiedy powiedziała, ze w głowie się jej troszkę kręci. Wtedy już w mojej głowie pojawiła się czerwona lampka i przed oczami miałam cała instrukcje postępowania. Konsultacja z mężem i decyzja, ze czekamy. Uderzyła. Jest zamroczona. Ile razy to myśmy wstając walnęli w jakaś szafkę, którą ktoś specjalnie na złość nam otworzył. Ile razy wtedy nam się w głowie kręciło. Kładę młodą do łóżka i obserwuje przypominając co jakiś czas, aby nie zapomniała poinformować gdyby zaczęło jej się bardziej kręcić w głowie lub było jej nie dobrze. W międzyczasie wiadomość do znajomego z informacja, żeby dziś żadnego browarku do kolacji nie spożywał bo może się okazać, ze będzie potrzebny żeby zostać z pozostała trójeczka w domu. W międzyczasie tata ogarnia Niunie do spania. Młoda wykończona po przedszkolu o dziwo ładnie, szybko bez bajki zasypia. Ja biorę do wanny najmłodszego, chwila… właściwie taka dłuższa chwila zabawy i zbieramy się nyny. Oczywiście wiecie. Miało być słodko i przyjemnie w ciągu 5 minut maks. Niestety nic z tego. Tulilmy, czytamy bajki, wkladamy do chusty, robimy kakao młody nie chce spać. Moje myśli przybierają już czarna barwę z milionem wypisanych na czerwono słów „kurwa”. Ej…. No heloooo cały dzień nie spałeś ty mała, wredna ropucho i teraz takie akcje?! Kiedy moja cierpliwość była już na takim skraju, że coraz bardziej przechylała się w przepaść tata zlitował się nade mną… a może nad młodym i położył się z nim do łóżka, a mnie najzwyczajniej w świecie wyprosił z pokoju. Zajrzałam do córki. Już jej się w głowie nie kręci, nie jest jej nie dobrze. No to skoro sprawa tak się ma, to prowadzę ja do jej łóżka i po chwili zasypia. Wracam do pokoju i słyszę… ciszę. Wtedy poczułam ulgę. Ulgę, która dała mi tyle szczęścia co cała paczka tylko dla mnie moich ulubionych nim2. Młody śpi. HURRRRRAAAAAA!!! Odpalam kompa, ogarniam sobie cappuccino, biorę rodzynki i siadam. Szybka fotka na instagram. Opis w rodzaju „Wszystkie dzieci śpią. Teraz czas dla mnie”. Włączam potrzebny mi program i witaj praco (ta praca to jedna wielka przyjemność wiec nie dziwcie się, ze taka szczęśliwa jestem).

Mija około 45 minut ciszy, spokoju, każde z nas zajmuje się swoimi sprawami, aż tu nagle przez słuchawki na których leci „Była sobie żabka mała” slysze coś dziwnego. W mojej głowie, moim ciele zaczyna rodzic się strach. Powoli jak na zwolnionym filmie przekręcam głowę w stronę męża i pada pytanie „Obudził się?” Mąż twierdząco kiwa głową, ale po chwili dodaje, ze idzie do niego. OK. Wracam do swoich spraw. W międzyczasie katem oka widzę, ze mąż w kuchni robi kakao. Po chwili widzę już kątem oka, ze mąż jest w łóżku. Obracam głowę chcąc spytać czy mały zasnął i… nie muszę pytać. Młody siedzi sobie na łóżku i w najlepsze zebrało mu się na zabawę. Odchodzę od komputera i próbuje się z nim położyć. No z tatusiem nie zasnął, ale z mama napewno zaśnie. Hahaha. Chciałabym. Nadzieja umiera ostatnia. Próbuję go położyć, a ten głupek wyje jakbym go ze skóry obdzierała… na żywca. Sprawdzam pampersa. Suchy. Sprawdzam brzuszek. Normalny. Sprawdzam czoło. Gorączki napewno nie ma. Robię mu kanapkę. Dostałam nią w pysk. Daje mu kubek z soczkiem. Spokooooo. Tata szybko wziął szmatę i wytarł. Myśle sobie. Nie spał cały dzień, przespał się niespełna godzinę. I nagle eureka! To dziecko. To osobna istota. To istota ze swoim własnym ja, ze swoimi humorami i zachciankami. Widocznie nie chce mu się spać. Decyzja podjęta. Nie, to nie. Pójdziesz spać wtedy kiedy będziesz tego potrzebował. Tak minął czas do 23:50 dopiero wtedy zasnął. W międzyczasie bawił się książeczkami, słuchał muzyki z tata przy której tańczył i śpiewał z lekkim fałszem, ale jednak słodko „lalalalallalalalallalaaaaaaa”, zjadł pół paczki paluszków beskidzkich i większa cześć moich rodzynek. Dlaczego o tym piszę? Już spieszę z wyjaśnieniami. Natknęłam się na tekst o usypianiu dzieci, o wychowaniu dzieci w którym autor podawał sposoby jakby nie wychowywał, a tresował. Odniosłam wrażenie, ze wg autora dziecko jest własnością rodziców i nie ma prawa do swojego „JA”. Argumenty stare jak swiat

-musi się wyplakac

-musi nauczyć się cię sluchac(tłumacząc, autor zasugerował, ze dziecko ma spełniać twoje rozkazy)

– nie noś bo się przyzwyczai

-nie pozwalaj dziecku wejść sobie na glowe

-ty decydujesz kiedy dziecko będzie jeść, spać…. dziwne ze nie posunął się jeszcze do dodania- oddawać potrzeby fizjologiczne

-itd

W pewnym okresie swojego macierzyństwa (na szczęście był on na tyle krótki, ze mam nadzieje nie zdążyłam wyrządzić krzywdy swoim dzieciom) postępowałam, a może bardziej odpowiednie słowo to myślałam jak autor tekstu, który tak mnie… zdenerwował. Kiedy dzieciaki były małe miałam duże wątpliwości czy oby napewno dobrze robię biorąc na ręce dziecko, które się obudziło, które popłakuje. Teraz wiem. Dobrze robiłam. Płacz dziecka może wywołać ogromne szkody w jego umyśle. Tutaj odsyłam do wpisu Blog Ojciec- zasypianie ze łzami w oczach

Na odesłaniu Was na Blog Ojca mogłabym skończyć, ale postanowiłam zakończyć pytaniem.

Czy naprawdę nie umiesz sobie poradzić w inny sposób niż zostawienie dziecka żeby się wypłakało?

I drugie pytanie.

Czy chciałbyś zostać zamknięty i zostawiony samemu sobie?

A na dokładkę trzecie pytanie… już ostatnie.

Zdajesz sobie sprawę, ze zostawienie dziecka samego by się wypłakało to najzwyczajniej na świecie olanie potrzeb owego dziecka?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Twitter