Moje domowe SPA

Moje domowe SPA

Wyobraź sobie mała księżniczkę w różowej sukience, ślicznym loczkami na głowie z idealna cerą bez żadnej skazy.

A teraz wyobraź sobie zwykłą dziewczynę w glanach, dżinsach i podkoszulku z włosami upiętymi w kucyk… No dobra, żeby było przyjemniej mogą być dwa kucyki. Oczy pomalowane na czarno, usta na fioletowo. Dorzućmy kilka kolczyków w jednym uchu i mamy…. Mamę na cztery sprzed kilku lat.

Teraz przedstawmy rzeczywistość teraźniejsza. Sportowe buty(czasem ogarnie się jakieś szpile), koszulka ( obowiązkowo czarna lub różowa), dżinsy lub dresik. Lekko podkreślone oczy na czarno i super zarąbista fioletowa szminka na ustach. Do tego rozpuszczamy włosy i gotowe.

Pozornie różnicy żadnej, ale jeśli dodamy do rzeczywistej teraźniejszości chociażby jedno dziecko to od razu lepiej to wygląda. Już nie zbuntowana nastolatka, a kobieta, No ale ten wpis nie miał być o mojej super wysokiej samoocenie, a co za tym idzie moją świetną stylóweczką, a o tym jak na przestrzeni lat dojrzałam do dbania o siebie, swoją cerę. Właściwie nie lat, raczej miesięcy.

Wszystko zaczęło się od założenia Instagrama, kliknięciu „obserwuj” kilku profilom. Nagle zaczęły mi się wyświetlać relacje z jakimiś maseczkami do twarzy, do ciała, do włosów. Owszem. Wiedziałam co to już wcześniej, ale uważałam to za kompletna bzdurę. Byłam antymaseczkowa, w ogóle co to za fanaberie, żeby wydawać kasę na coś więcej niż płyn pod prysznic, szampon i odżywkę do włosów?! Pewnego dnia wybraliśmy się na zakupy… po pampersy, a że kupujemy je w drogerii, to przy okazji na próbę kupiłam sobie peeling do ciała. Mój wybór był prosty. Chciałam coś co będzie ładnie pachnieć. Dobrze czytacie. Przy wyborze peelingu sugerowałam się jego zapachem. Co nie znaczy, że kupiłam coś z kosmosu. Okazało się, iż kupiłam sobie węglowy peeling solny antycellulitowy (firmy nie będę wymieniać), który jest MEGA. Skóra po nim jest cudownie gładka i mocno nawilżona. Po prostu delikatna.

Tego samego dnia kupiłam sobie także maseczkę do twarzy. Spodobała mi się taka ładna czarna, nawilżająca. Oczywiście nie patrząc na nic – wzięłam ją. Już w domu zorientowałam się, że wzięłam kosmetyki tej samej firmy, a maseczka okazała się oczyszczająco – nawilżająca. Wtedy po raz pierwszy w swoim 26 letnim życiu miałam na twarzy taki wytwór jak maseczka.

I to wtedy. Po pierwszym użyciu uzależniłam się od tych kosmetyków. Zaczęłam regularnie stosować mój pięknie pachnący peeling i maseczkę, która naprawdę nawilża twarz (duży pozytyw, bo wiem że moja cera jest sucha, a po maseczce widzę różnice). Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie zaczęła eksperymentować, jednakże uwielbiam swoją buźkę (minął mnie trądzik młodzieńczy, a wszelkie pryszcze czy inne twory – CO TO TAKIEGO?) postanowiłam nie ryzykować z maseczkami kupnymi, którego składu tak po prawdzie nigdy nie możemy być pewni. Zakupiłam tylko inny peeling do ciała. Innej firmy, troszkę innej konsystencji o zapachu miodu.

Jest przyzwoity, ale chyba znalazłam już swoją firmę i przy niej zostanę. Co do maseczek do twarzy. Jak już mówiłam nie eksperymentuje z kupnymi, postanowiłam przetestować domowe sposoby. Takim sposobem bawiłam się już maseczka z jogurtu naturalnego z płatkami. Jogurtu z ogórkiem.

Nie będę się teraz rozpisywać o ich efekcie bądź nie, ponieważ mam zamiar zrobić osobny wpis o wszelkich domowych maseczkach, które zastosowałam (pewnie za miesiąc, dwa)

Pomimo całej pracy, czasu który musimy włożyć w taka pielęgnacje naszego ciała – cieszę się, że to odkryłam, dojrzałam do tego. Takie 30 minut sam na sam ze sobą mając świadomość, że właśnie coś robimy dla siebie jest zbawienne dla naszego samopoczucia.

 

A może pochwalicie się jakich kosmetyków używacie i co kobieta powinna mieć w swojej szafce/kosmetyczce?

 

 

 

 

 

 


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Twitter