Anarchia kontrolowana

Anarchia kontrolowana

U nas panuje przede wszystkim jedna zasada, ale o niej później. Na wiele rzeczy nie zwracamy uwagi, albo mamy kontrolowanie wyjebane na to. 

Nasze dzieciaki mogą wstać o 6 rano i wyjść na dwór. Nie musza zjeść cudownego rodzinnego śniadania, nie musza czekać do „ludzkiej” godziny żeby wyjść. W ogóle nie muszą jeść. Wychodzimy z założenia, że jeśli dziecko zgłodnieje to samo przyjdzie. Nasze dzieci zręcznie posługują się ostrymi narzędziami typu noże, nożyczki. Nie bronimy im ich używać, aczkolwiek wiedza, że jeśli będą nieuważne to mogą sobie zrobić mniejsze lub większe „auć”. Nie bronimy naszym dzieciom latać po całym osiedlu, aczkolwiek wiedzą co im grozi jeśli się zgubią. Nie trzymamy dzieci w złotej klatce. Uczymy ich od początku, że ich zachowania mogą mieć dla nich przykre konsekwencje. Wiedzą co może się zdarzyć jeśli zgubią się, oddalą w sklepie, na spacerze, wiedzą co będzie jeśli wsiądą do samochodu obcego człowieka. Wiedzą jakie konsekwencje może przynieść nie uważne krojenie pomidora, mięsa itd. Wiedzą, ze jeśli spadną z drzewa, trzepaka mogą już więcej palcem nie ruszyć. Wiedzą to wszystko dlatego ponieważ tłumaczymy, a często pokazujemy nawet filmiki z możliwymi konsekwencjami. 

 

Nasze dzieci wiedzą, że każda ich kłótnia, bijatyka może skończyć podbitym okiem czy krwią z nosa.

 

Najczęściej sprawa wyglada prosto. Póki krew się nie leje- nie interweniujemy. Każde z nich ma inny charakter. Jedno jest spokojne, a drugie to typowe wybij-okno.  Startują do starszych dzieci¿ Spoko. Może i wyrodni rodzice z nas, ale jeśli to nasze startują to nie interweniujemy. Wiecie jak jest. Póki się nie sparzy to się nie nauczy. Jeszcze nie zdarzyło się, żeby któreś z naszych zalazlo starszym dzieciom za skore tak, żeby od owych starszych zarobić… ale bywało blisko.  Nasze dzieciaki znają konsekwencje większość swoich zachowań dzięki czemu są uważne. One wiedza, ze jeśli nie będą uważać przechodząc przez torowisko to tramwaj zrobi z nich mielonkę. Nasze dzieci wiedza, ze jeśli będą bawić się ogniem mogą spowodować pożar. One wiedza jak się zachowac kiedy jadąc do babci dojdzie do wypadku. Wiedza, ze absolutnie nigdy nie mogą wysiadać z auta od strony jezdni. One wiedza nawet, ze podczas apokalipsy zombie maja walić w łeb, a jeśli ktoś dotyka ich pomimo, ze tego nie chcą mogą odgryźć… rękę. Znają słowo „NIE” i bardzo dobrze wiedzą co ono oznacza. Wiedzą także, ze jeśli ktoś nie reaguje na ich NIE mają prawo do obrony. Jednak znają jedna jedyna najistotniejsza zasadę. Brzmi ona tak „ja o swojej rodzinie mogę wszystko , ale niech ktoś obcy zacznie startować do kogoś z rodziny, wtedy nie odpuszczam.”  Jako, ze znają tę zasadę dobrze wiedzą, że jeśli przyjdzie co do czego to rodzice dostają białej gorączki i zrobią jesień średniowiecza z dupy ich oprawcy. Ja nigdy nie byłam grzeczna dziewczynka, rodzice mieli ze mną same problemy, a pomimo tego do dziś zawsze pomagają. Rodzicami jesteśmy do końca życia. To właśnie dziś, od kiedy mam swoje dzieci rozumiem niepokój moich rodziców o mnie czy tez moje siostry.  To dziś wiem, ze wszystko co robili to z troski, a nie złośliwości. OK. Mieli zupełnie inne podejście niz ja, aczkolwiek jak najbardziej ich rozumiem. W końcu wszystkim nam chodzi o jedno. O dobro naszych dzieci.  Czasem płaczemy (więcej o tym Jestem masochistką), ale każdy uśmiech dziecka wynagradza nam łzy. No dobra. Nie każdy. Jest tez ten jeden jedyny sadystycznego zadowolenia kiedy to np. Zużyli mi cali peeling do ciała lub wiedzą, ze popsuli komputer i taty przyjdzie z pracy do pracy.

Nasze dzieci grają w to co my. Diablo i World of Warcraft (ogólnie Blizzard) jest u nas na porządku dziennym. WSAD maja opanowany prawie do perfekcji. Chcą grać to im nie bronimy. Zreszta, jakby nie było. Języka prędzej naucza się podczas gry niż w szkole. To tutaj uczą się iż każda pomyłka wiąże się z mniejszymi bądź większymi konsekwencjami. To tutaj uczą się, ze aby być lepszym trzeba ćwiczyć skile. To tu nauczyły się, ze jeśli za długo będą pod woda, to po prostu zginą. Gry w które moje dzieci nie grały to właściwie tylko te niskich lotów, które i nas tata gamer od zawsze i mama gamerka od 6 lat nie przyciągnęły. Tutaj jednak zaznaczę, ze zanim one zagrają w dana grę to najpierw my rodzice przez dobrych kilka dni sprawdzamy czy gra jest na tyle dobra by dzieci mogły się w nią zagłębić. Oczywiście czasem same z siebie włącza sobie jakaś gierkę dla dzieci i jak najbardziej nie zabraniamy im tego. Prawie każda gra jest odpowiednia dla dziecka. Jest tylko jeden warunek. Dziecko musi być na tyle inteligentne, ze zrozumie iż to fikcja, a nie rzeczywistość.

 

Bywają dni (najczęściej po deszczu) kiedy to dzieciaki wracają do domu calutkie w błocie. Tak bardzo, ze jedyna opcja to droga prosta przedpokój-wanna. Zabawa w błotku to fajna zabawa wiec nie zabraniamy, a czasem nawet się dołączamy. Zabawa jogurcikiem – zawsze spoko. TAK. Bawimy się czasem jedzeniem. Rzucamy w siebie ciastem na pizzę, rozsypujemy mąkę, a i zdarzyło się, ze każde z nas miało na sobie rozbite jajko (polecam. Spoko maseczka na włosy). 

 

Uwielbiamy wygłupiać się z dzieciakami. Wtedy w domu jest głośno, brudno i radośnie. 

Przechodząc do sedna. Panuje u nas anarchia kontrolowana. Każdy robi to na co ma ochotę w granicach rozsądku. My jesteśmy rodzicami, ale przede wszystkim przewodnikami subtelnie pokazującymi drogę przez życie, które jest pełne niebezpieczeństw.  Jesteśmy by te małe stworzonka mogły schować się w naszych ramionach przed całym złym światem, który czasem je przeraża. 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Twitter