Jestem masochistką…

Jestem masochistką…

 

 

a może tak bardzo kocham dzieci.

Czasem mam serdecznie dość. Mam dość swoich dzieci. Wszystkich i każdego z osobna. Moje myśli wędrują w krainę fantazji w której górują sznury, kajdanki, kneble i wiele innych. To są chwile kiedy #tatanacztery jest w delegacji, lub cała czwórka jest chora w domu… Albo po prostu mam PMS. Który z rodziców nigdy nie miał dość? Jest ktoś taki? Jeśli jakimś cudem się znalazłeś to życzę w dalszym ciągu tego spokoju, aczkolwiek w cuda nie wierzę- na Ciebie także przyjdzie czas. Kto nigdy nie miał gorszego dnia niech pierwszy rzuci kamieniem. 

Gdzie bym nie spojrzała w mediach społecznościowych wszędzie widzę uśmiechnięte mamusie, zawsze wypoczęte, szczęśliwe (jest kilka wyjątków, uwielbiam ich bo są szczerzy do bólu) i szczerze, ale rzygam już tą cudowną sielanką na pokaz. Niestety jeszcze do niedawna- zanim weszłam na dobre w media społecznościowe utwierdzałam się w przekonaniu, że najzwyczajniej w świecie to ja nie nadaję się na matkę, to mi nic nie wychodzi i w ogóle wszystko za co się wezmę to spierdolę. Moje dzieci nie mają tego super mięciutkiego kocyka za miliony monet? No tak… jestem beznadziejną matką. 

 Aktualnie zastanawiam się nad kwestią zdjęć dzieci i tu pytanie do tych wszystkich super blogerek. Jak Wy to robicie, że dzieci zawsze idealnie czyste, idealnie ubrane, idealnie ustawione do zdjęcia? Jakiś diler macza w tym palce? Dajcie namiar.  

Tyyyyle czasu wszyscy spędzają z dziećmi i zawsze uśmiechnięci, wprost rzygający tęczą. A ja co? Przychodzi godzina 11 młodego kładę na drzemkę (o ile nie zaśnie o 8/9 bo w nocy uznał, że da popalić starym), starszym daję laptop wysyłam do pokoju i róbta co chceta tylko nie obudźcie młodego, a ja zakładam słuchawki i… i mam wszystko w dupie (no dobra. Czasem sprawdzam czy żadne nie wpadło na pomysł otwierania okna, wkładania paluchów do kontaktu, lub zabójstwa siostry czy też brata).  Myślicie, że wtedy sprzątam lub gotuję obiad czy też robię coś innego tak cholernie ważnego, że należy to przedłożyć ponad zdrowie psychiczne. NIE. Nie sprzątam, nie gotuję. Po prostu siedzę i słucham nuty lub idę pod prysznic… Ach- cóż za nieodpowiedzialność. 

Wiecie, że my rodzice mamy prawo do chwili dla siebie, że nie żyjemy tylko dla dzieci? My to wiemy dlatego conajmniej raz w miesiącu bierzemy opiekunkę(znalezienie kogoś dla czwórki dzieci to nie lada wyzwanie) i wychodzimy sami. Bez dzieci. Tak było w maju. Wtedy pierwszy raz od…. chyba zawsze  wyszliśmy sami na ślub.  Z tym ślubem (tu zapraszam na świetny kanał Życie Poczciwe) to ciekawa historia. Ślub 26 maja w dzień matki. Oczywiście jako, że pochodzimy z południa Polski to i rodzina tam. Młody zaklepany został u wujka (tutaj zapraszam na stronęPogoda i Klimat ) który ma nasrane we łbie na punkcie meteo, ale to takie nie szkodliwe uzależnienie więc spokojnie zostawiliśmy dziecko tym bardziej, że znają się od urodzenia młodego. Trzy godziny drogi do rodziców gdzie miała zostać starsza trójka, oczywiście opóźnienie już z wyjazdem, milion rzeczy zapomniane, ale cały czas coś nie daje nam spokoju. Liczymy dzieci i wychodzi, że te które miały jechać są wszystkie w samochodzie. No ok. Myślimy trudno. Pewnie ładowarki zapomnieliśmy, albo portfeli. Nic. Jedziemy. Dojechaliśmy wreszcie do rodziców. Teraz na szybko jakiś podkład przed weselem (tatuś z mamusia wiedza co dobre-czeka na nas solidny gulasz), szybkie jedzonko i jazda do sklepu… Obuwniczego bo ja oczywiście bez butów (w samochodzie miałam moje super wygodne kozaczki zamszowe, ale one raczej na zimę). Kupiłam buty, powrót do rodziców. Szybkie ogarnianie się i jazda na ślub kolejne 2 godziny drogi. Jedziemy i mniej więcej 20 km przed celem podróży olśnienie i krzyk – Kurwa prezent! Masakra. Tak. Zapomnieliśmy we Wrocławiu prezentu dla młodych. Wiecie jaki wstyd? No, ale nic nie zrobimy. Do domu ponad 300 km, ślub za 30 minut. OK, jakoś przeżyjemy, wytłumaczymy dowieziemy prezent. Oczywiście wyobraźcie sobie nasze zażenowanie kiedy wręczaliśmy bukiet cali zestresowani tłumacząc, ze prezent został we Wrocławiu. I to wszystko wina dzieci. Dlaczego? Bo ile można jęczeć, zbierać się i biegać jak małpy w klatce z podniecnenia, ze jedziemy do babci? Na szczęście pan młody to bliska rodzina tatynacztery wiec jakoś przełknęliśmy ten wstyd. Zabawa do rana. Dosłownie. Poszliśmy do pokoju kiedy zaczynało świtać. To był totalny reset. Żadnego przejmowania się czy dzieci śpią, czy się nie obudza. Żadnej odpowiedzialności za dzieci. Szalała dusza ile mogła. To właśnie wtedy zdaliśmy sobie sprawę, ze jesteśmy przedewszystkim rodzicami, ale NIE TYLKO. Jesteśmy tez młodymi ludźmi, którzy czasem potrzebują chwili dla siebie. I wiecie co?  Jako, ze mam dwie siostry jeszcze nie mężatki, aczkolwiek bliżej im niż dalej to nie ma opcji. Jeśli będą brały ślub to my na ten ślub bierzemy dzieci, ale bierzemy także opiekunkę dla tych dzieci.  Noooo i prezent 😉 

Z powyższych zdań wynika, ze nie jestem masochistką, a raczej sadystką, czy jak kto woli wredną, nieodpowiedzialną matką. Dlatego żeby zrozumieć tytuł zapraszam do przeczytania dalszej części. 

 

 

Poszłam do pracy. Nie dla kasy, poszłam bo miałam dość dzieci. Ciagle mama ja chce to, mama on mnie bije, mama to, mama tamto…. Nosz kurwa. Ileż można tego słuchać. Nadarzyła się okazja. Młody do żłobka, no i jazda. Dupa w kroki i do pracy. Ten cudowny czas kilku dni ciagle do mnie wraca- niestety wraca do mnie także myśl. Idiotko co ty robisz. Najmłodsze ma niespełna 2 latka. W dodatku wcześniak, chuścioch, tulawka. Starsze potrzebują mamy, a widują tylko przed zaśnięciem. Jeb. Olśnienie, tęsknota. Rozmowa małżeńska. Mąż mówi. Nooo ciekawe ile wytrzymasz w domu (hehe, jak on mnie zna), ale decyzja zapadła. Wypowiedzenie i mama w domu. Totalne szczęście, spacerki i takie tam inne bzdety… aż przychodzi słynny PMS i zdaje sobie sprawę jak jestem zmęczona. Jak nie mam czasu na nic (tata informatyk pracuje od 8-16, tak wiec w domu jest około 17). Szybkie ogarnięcie. Tacie obiad, dzieciom kolacja. Kąpiel i usypianie… To właśnie tu zaczyna się jazda. Tulawka zasypia wtulona, dziewczyny nie zasypiają, jedyne pozytywne dziecko tutaj to nasz siedmiolatek. Przychodzi jego godzina, kładzie się i śpi… śpi ile może. No tak. Ale zanim wszystkie zasną jest godzina 21/22(zdarza się i 23). Mijają dwa tygodnie takiego życia, ciągłego przebywania z dziećmi (wyjścia codziennie na godzinę, dwie na siłownie bądź na kawę nie wliczam w reset od dzieci) i mam dość.  OK. Myśle przez kolejny miesiąc, ze dzieci są już starsze może jednak pójdę do tej pracy? Ale co? Wyskakuje jakieś spotkanie towarzyskie/biznesowe. Zazwyczaj wyskakują one w ciągu- jeden po drugim. Wystarczą takie dwa dni kiedy wyjeżdżam bez dzieci, i za nimi tęsknie co oznacza, ze znów zapominam o zmęczeniu, łzach czy chociażby ciszy bez ciagle krzyczących dzieci. Znów jestem cała dla nich. Znów brakuje mi ich wycia, krzyków, fochów. Znów uznaje, ze dam radę. Jestem silna. Cóż… wychodzi mi, ze po prostu to lubię. Lubię płakać dzięki/przez dzieci, lubię mieć tak dość, ze mam ochotę uciec z krzykiem, lubię ten ból kiedy myślę jak bardzo beznadziejną matką jestem, bo w domu burdel na kółkach, a ciuchy wyprane leżą na stoliku i dwóch fotelach (wkładanie ich do szafy mija się z celem, gdyż dzieciaki conajmniej trzy razy dziennie się przebierają), na obiad to co dnia poprzedniego, moje włosy wołają o pomstę do nieba, a nogi zarośnięte jak u jakiegoś sierściucha. Podsumowując. Masochista lubi ból, podnieca go ból. Fetyszem masochisty jest ból czy to fizyczny czy psychiczny.  Czasem owy masochista ma kryzys. Ma dzień, kiedy dany ból będzie za duży, kiedy potrzebuje odpocząć, wtedy wystarczy dać chwile odetchnięcia, czy tez przytulić, uspokoić (powinnam zalinkowac jakieś źródła wyjaśniające „masochista” czy tez inne sformułowanie, aczkolwiek zyjemy w świecie po wielkim BUUUM na jakże beznadziejną książkę o Panu Greyu i niejakiej słodkiej Anastazji i jeszcze gorszej ekranizacji owej książki wiec pewnie wiecie co mam na myśli) Nieee, nie mogę powiedzieć, ze podnieca mnie myśl o mojej matczynej beznadziejności, ale śmiało mogę powiedzieć, ze wystarczy, ze któreś z moich dzieci mnie przytuli i znów jestem im oddana. Tak jak masochista swojemu sadyście.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Facebook
Facebook
Twitter