Miesiąc: Kwiecień 2018

Ludzie ogarnijcie się!

Ludzie ogarnijcie się!

Post ten będzie emocjonalny, ale nie da się inaczej.

Ludzie- co wy odpierdalacie?! Co rusz napotykam na komentarze typu „Nie wierzę, że ojciec godzi się na śmierć własnego dziecka!” „Piszcie dalej kochani” Pojawiają się komentarze, że jeśli Alfie umrze to osoba komentująca nie poradzi sobie z tym psychicznie. A ja mam pytanie. Gdzie Ty do cholery jesteś kiedy na świecie umierają tysiące innych dzieci?! Z tym sobie radzisz?! Wczoraj Polacy po tym jak ojciec dziecka złożył oświadczenie z prośbą o zaniechanie działania, a pozostanie jedynie przy modlitwie, kiedy prosił o zaprzestanie burzy medialnej, by Alfie mógł godnie spędzać te godziny pojawiły się teorie spiskowe o tym, że szpital szantażuje i wiele innych. Ojciec wyraźnie poprosił o spokój, a Polacy co?! Mam wrażenie, że doszukiwanie się spisków jest jakąś cecha narodową polaków. Jak nie Smoleńsk, to teraz wymyślili wielki przekręt, wielkie zło (oczywiście źródłem miał być „anonimowy wysoko postawiony blablabla”). Dziwne, że akurat do polaków ten ktoś się odezwał.

Do cholery jasnej. Ogarnijcie się. Czy wy bierzecie w ogóle pod uwagę, że cała sytuacja z oświadczeniem nie musi być spiskiem? Czy wy bierzecie pod uwagę, że swoim zachowaniem możecie szkodzić teraz  temu chłopcu?! Jeśli chłopiec umrze(już nawet się nie wypowiadam na temat tego czy on jeszcze żyje, czy ma swoje ja przy uszkodzeniach 70% mózgu!)- nie poradzicie sobie psychicznie, a poradzicie sobie psychicznie kiedy ojciec dziecka za dzień, dwa, za tydzień lub miesiąc wyda oświadczenie w którym oskarża was o to, że jego własne dziecko nie mogło zakończyć swojego życia w spokoju, w domu? Czy wybaczycie sobie jesli ojciec dziecka publicznie oskarży was o to, że to wasza wina?! Czytając niektóre posty na grupach, komentarze mam wrażenie, że czytam komentarze totalnych debili, które widzą tylko to co chcą widzieć! Jak myślicie lepiej na jakiś czas zamilknąć i postępować z wolą rodziców czy dalej siać teorie spiskowe, które nie są potwierdzone bo tekst typu (ojciec nigdy nie czytał z kartki, nagła zmiana frontu czy chociażby doszukiwanie się w nagraniu znaków od ojca)? Czy ty jedna z drugim jestescie pewni, że pomagacie tej rodzinie?

Zrozumcie. Czasem trzeba wybrać mniejsze zło. Nawet jeśli ojciec jest zaszantażowany, czy cokolwiek to dał się już poznać na tyle, ze każdy powinien wiedzieć, że on o to dziecko walczy.  Skoro tak postąpił- MUSI być w tym sens. Musi być w tym sens, a wy wszystko utrudniacie.

Jeśli rodzina zaakceptowała , że ich synek umarł to moglibyście mieć na tyle honoru, dumy, ludzkiego współczucia, żeby dać tej rodzinie spokój. Dać im pożegnać dziecko w spokoju.

Owszem. Pisze to matka. Matka czwórki dzieci. Współczuję rodzinie. Ale dajmy im spokój. Dajmy im działać. Jeśli jest chociażby najmniejsza szansa, że ojciec działa to NIE przeszkadzajcie mu.  Wszystko co teraz robicie może być przysłowiowym gwoździem do trumny!

 

Jak do wczoraj jeszcze byłam dumna z tych ludzi którzy walczą o małego, teraz zaczynam mieć wrażenie, że większość tych ludzi nagle wysypała się psychicznie i mają obsesję na punkcie tej sprawy i snucia teorii spiskowych.

 

Dajcie tej rodzinie spokój, lepiej się pomódlcie do swojego boga jak prosił ojciec zamiast wysuwać teorie wyssane z palca!

 

Ponadto wpisy tych blogerów moim zdaniem zasługują na przeczytanie, może wtedy coś zrozumiecie:

 

Pani Szydło, panie Prezydencie, drodzy ludzie, którzy walczycie o Alfiego, chodźcie tutaj na słóweczko…

 

Sztuka umierania

Rok minął…

Rok minął…

 

Przeprowadzka do Wrocławia była decyzją podjętą spontanicznie. Wystarczyło nam kilka dni by zdecydować, że jeśli nie teraz to pewnie już nigdy. Do stracenia nie mieliśmy nic, zyskać mogliśmy wiele.

Minęło 13 miesięcy od rozpakowania walizek i pomimo, że brakuje nam takich prawdziwych ciemnych nocy w których jedynym źródłem światła był księżyc, a cisza była wręcz przeszywająca, patrzenia w gwiazdy do później nocy, ognisk i swobody, bliskości gór, strumyka – przyrody. Brakuje nam poranków kiedy wstając rano łapaliśmy pierwsze promienie słońca oporządzając zwierzęta. Wszystkiego tego co jest przyjemne, ale i mniej przyjemne (czyt. wszystko wiedzących, plotkujących sąsiadów). Brakuje nam, ale gdybyśmy mogli cofnąć czas nie zmienilibyśmy decyzji. Może i cała rodzina jest daleko, bo 300 km od nas, może i nie mamy własnego ogródka, dzieci nie mają tyle swobody, ale mamy inne rzeczy. Czy lepsze? Tego jeszcze nie wiemy. Czy decyzja o przeprowadzce była słuszna okaże się za kilka/kilkanaście lat. Na dzień dzisiejszy śmiało mogę powiedzieć, że dzieciaki bardzo szybko się aklimatyzują, szybko zdobywają przyjaźnie, szybko uczą się nowego życia no bo wiecie…. Samoloty tak nisko, tramwaje (tyle pociągów i one są takie fajne), tyle placów zabaw, mama która nie denerwuje się bo znów jakaś upierdliwa sąsiadka  wymyśliła coś żeby było o czym gadać pod sklepem, albo tata który nie wkurza się bo znów musi jechać do sklepu, lub nie spełnia się zawodowo. Czasem mam chwile zwątpienia. Najczęściej wtedy kiedy przeglądam zdjęcia. Teraz już nie zobaczę #tatynacztery jak ostrzy kosę, kota który łapie myszy (i faktem jest, że za nic nie mogę się przyzwyczaić do kota na smyczy, kotów siedzących ciągle w mieszkaniu).

To wszystko straciliśmy, owszem bywamy w rodzinnych stronach średnio raz na dwa miesiące, ale to nie to samo. Teraz wyjeżdżając po prostu odpoczywamy, czujemy się troszkę jak na wakacjach.

 

            

 

 

 

 

 

 

 

Pisząc wstęp napisałam, że dzięki przeprowadzce mogliśmy wiele zyskać.  Po pierwsze i najważniejsze. Edukacja. W dużym mieście jest więcej szkół, więcej zajęć dodatkowych. Po prostu więcej możliwości. Po drugie jako, że dzieciaki na wsi nabyły podstawowe umiejętności samodzielności tutaj w mieście je doskonalą.

My jako dorośli zyskaliśmy więcej możliwości zawodowych, dokształcających. Pomimo takiego tłumu czujemy jakbyśmy mieli więcej prywatności. Tatanacztery w ciągu tego roku w sferze zawodowej osiągnął więcej niż przez 10 lat kariery zawodowej na wsi. W końcu mógł zadbać o siebie, o swoje zdrowie. Mamanacztery – w końcu zyskałam pewność siebie, zaczęłam się spełniać jako matka bo przestałam przejmować się tym co powiedzą inni. I tutaj ważna informacja dla potencjalnych hejterów: mi możesz wszystko, ale skrzywdź kogokolwiek z mojej rodziny, to cię zniszczę. Zaczęłam realizować swoje pasje na które nie miałam czasu, siły i ochoty mieszkając na wsi.

Miasto i wieś – jak w każdym zestawieniu i w tym są punkty na korzyść jednego lub drugiego. U nas wyższą punktację zyskało miasto, aczkolwiek nie zarzekam się, że nie wrócimy na wieś, wręcz przeciwnie. Mam nadzieję, że kiedyś wrócimy, ale nim to się stanie… nauczyliśmy się już kochać miasto.

Jest tylko kilka rzeczy których cholernie żałujemy zmieniając miejsce zamieszkania.

  1. Rodzina. Dzieci od dziadków dzieli 300 km.
  2. Widoki.
  3. Przedszkole do którego uczęszczała Niunia klik Do dziś wspominamy cudowną panią dyrektor i opiekunki Niuńci, przede wszystkim Elizę, którą małą wręcz ubóstwiała. To dzięki temu przedszkolu zyskałam poczucie, że są miejsca w których takie małe dzieci mają najlepsza opiekę i co więcej miewają tam lepiej niż w domu. Naprawdę ogromny ukłon w stronę pani dyrektor za dobranie tak cudownej kadry.
Mleczaki- pełnoprawne ząbki…

Mleczaki- pełnoprawne ząbki…

 

Podczas wizyty stomatologicznej z synem pomyślałam, że warto napisać o ząbkach. Niedawno miałam „przyjemność” uczestniczyć w rozmowie o zębach mlecznych. Jakim dla mnie było szokiem, kiedy zorientowałam się że są jeszcze ludzie, którzy uważają, że o mleczaki nie trzeba dbać bo one i tak wypadną, w dodatku moi znajomi których uważałam za… Powiedzmy poważnych ludzi. O moje zęby moi rodzice dbali od początku, to ile wydali na wizyty można pewnie liczyć w milionach monet i jestem im za to wdzięczna, ponieważ pomimo 4 ciąż moje zęby są w stanie bardzo dobrym, pomimo mojego nie do końca grzecznego i zdrowego trybu życia są ok. Oczywiście- jeśli mam do wyboru umyć zęby lub wydepilować nogi, zawsze wybieram zęby (co czasem widać 😀 ) i jak najbardziej zdaję sobie sprawę, że moje zęby są bez ubytków właśnie dzięki wyuczonej jeszcze w domu higienie jamy ustnej.  Tu muszę wręcz dodać, że jestem tak przeczulona na punkcie zębów, higieny jamy ustnej, że rzadko kiedy „idę w ślinę”, a jeśli już to później jak najszybciej myję zęby (w końcu moje bakterie to moje, a nie moje…. trzeba się ich pozbyć)

 

Moje dzieci stomatologa odwiedzają kontrolnie co trzy miesiące, aczkolwiek jeśli tylko zauważę jakikolwiek ubytek umawiam wizytę jak najszybciej. Ja z mężem umawiamy się na wizyty co pół roku.

Dzieci mają myte ząbki co najmniej dwa razy dziennie – rano i wieczorem (w tygodniu –  szkoły i przedszkola do których chodzą nasze dzieciaki niestety nie praktykują mycia zębów). Piszę „mają myte” ponieważ to ja lub mąż myjemy im zęby. Dzieci nie zrobią tego dokładnie dlatego im pomagamy.  Niestety u naszej niuni rozwinęła się próchnica butelkowa(wiemy, nasza wina), za późno zainterweniowaliśmy i teraz koszt leczenia nie zamyka się w 200 zł. Niestety musimy dodać do tej cyferki jeszcze jedno zero. Dlaczego? Ponieważ musimy wyrwać górne jedynki, a niestety w naszej przychodni stomatologicznej, u naszego lekarza zabieg usunięcia takich ząbków w narkozie (bez narkozy córka tyle nie wytrzyma na fotelu) nie jest refundowany. Tutaj pragnę ostrzec wszystkich, że wystarczy naprawdę „chwila” nie uwagi, lekkie zaniedbanie by rozwinęła się próchnica. Próchnica jest chorobą zakaźną wywołaną przez bakterie. Próchnica na jednym ząbku bardzo łatwo i szybko może się rozprzestrzenić na inne. W naszym przypadku tak było i wyrwanie tych ząbków to tylko początek góry lodowej. Po wyrwaniu chociażby jednego mleczaka mogą pojawić się problemy:

– wad zgryzu

– z prawidłową artykulacją głosek

– trudności z rozwojem nawyku żucia pokarmów

O mleczaki trzeba dbać jak o stałe. Na mleczakach łatwiej rozwija się próchnica, ponieważ są one słabiej zmineralizowane. Próchnica występująca na zębach mlecznych właściwie z automatu przechodzi na zęby stałe.

 

Dlatego dbajmy o zęby naszych dzieci od pierwszego ząbka i pamiętajmy, że stomatolog NIE gryzie 🙂

Szczepimy

Szczepimy

Na wstępie informujemy, że jak najbardziej współczujemy dzieciom i rodzicom dzieci których dotknął poważny NOP. Nie mamy na celu ich wyśmiewania i nie negujemy występowania poważnych NOPów (oprócz autyzmu).

Jako rodzice czwóreczki dzieciaków, w tym jednego wcześniaka powinniśmy napisać coś o szczepieniach.
Nasza najstarsza córeczka od początku była szczepiona z kalendarzem szczepień – żyje, nie ma autyzmu, nic jej nie dolega, nie zaliczyła jeszcze żadnej choroby wieku dziecięcego na które szczepimy. Największym NOPem było zaczerwienione miejsce po szczepieniu i lekki stan podgorączkowy. Syn wiecznie obrażalski prawie 7 latek tak jak siostra był szczepiony z kalendarzem szczepień i także autyzmu nie ma, a jedynym NOPem było zaczerwienione miejsce po szczepieniu i stan podgorączkowy (chociaż może jego wieczne fochy są wynikiem szczepienia, a może to początki autyzmu poszczepiennego?) Nasza Niunia urodzona o czasie, szczepiona zgodnie z kalendarzem szczepień. NOPy – brak do 5.04.2018 (hehe, nie autyzmu nie dostała). Tacy z nas niedobrzy rodzice, sadyści i w ogóle zero odpowiedzialności, że zaszczepiliśmy córkę na pneumokoki. TAK. Tą darmową, PRAWIE przeterminowaną szczepionką. Wiemy – wyrodni rodzice, jak oni mogli. Jak wyżej zostało napisane córka miała NOP. Była to bardzo wysoka gorączka, dochodząca do 40 stopni oraz kiepskie samopoczucie (dziecka, myśmy wyrzutów sumienia nie mieli). Owszem, córka się męczyła. Miała gorączkę, była osłabiona, dostała leki przeciwgorączkowe i tutaj musimy koniecznie zareklamować Ibuprom Forte dla dzieci (stosowaliśmy wiele leków dla dzieci, ale to właśnie on jak tylko wyszedł stał sie dla nas numerem jeden jako lek przeciwgorączkowy. Dzieciom po maks 20 minutach gorączka schodzi). NOP trwał 2 dni. Dzisiaj mija 10 dni od szczepienia i wiecie co? Nasze dziecko dalej nie ma objawów autyzmu… Może więcej krzyczy, ale obstawiamy, że nie jest to płacz nieutulony, ani krzyk mózgowy. NAWET GDYBYŚMY WCZEŚNIEJ ZNALI SKUTKI SZCZEPIENIA NIE ZMIENILIBYŚMY DECYZJI I RAZ JESZCZE BYŚMY ZASZCZEPILI (zresztą na czerwiec mamy termin kolejnej dawki wstrzynięcia naszemu dziecku tej rtęci, aluminium i martwych komórek płodów). Tak przechodzimy do naszej najmłodszej pociechy, naszego wcześniaczka, najmniejszej tulawki. Ze względu na wcześniactwo i ciągłe choroby(pewnie spowodowane przebywaniem z dziećmi szczepionymi, a tak całkiem serio spowodowane mieszkaniem w bardzo starym domu zachodzącym wilgocią) synek był zaszczepiony tylko w szpitalu, a później dopiero mając 8/9 miesięcy zaczął przyjmować szczepienia… Zgadnijcie co się stało? No właśnie – NIC. Synek nie ma autyzmu (chociaż ma dopiero półtorej roku wiec może się dopiero objawić), miał tylko jednego NOPa: zaczerwienione miejsce. Najsłabszy, najmniejszy, a zniósł najlepiej. A teraz proszę państwa pragniemy poinformować, ze syn jako wcześniak już wcześniej był szczepiony darmową szczepionką na pneumokoki, którą otrzymała także nasza Niunia).
Czy coś zmienilibyśmy? Owszem. Staralibyśmy się jeszcze bardziej (czyt. przeprowadzilibyśmy się jeszcze wcześniej) synka zaszczepić jak najszybciej.
Ok. Pośmialiśmy się, przedstawiliśmy historię szczepień i NOPów u naszych dzieci to teraz przejdźmy do faktów (bez heheszków – chociaż to trudne ponieważ pisząc to oglądam filmiki na YT… te z żółtymi napisami).

NOP- Wikipedia
aczkolwiek kiedyś usłyszeliśmy coś co zapadło nam w pamięci otóż – NOP- Naturalny odczyn poszczepienny. Naturalnym jest, że organizm zaczyna się bronić – dlatego właśnie szczepimy, żeby organizm wytworzył niezbędne przeciwciała do pokonania choroby (Jeśli wytworzy, to zapamięta i podczas ewentualnego zarażenia zareaguje szybciej. Podam prosty przykład. Programowanie – kiedy nigdy nie miałeś z tym do czynienia, musisz się tego uczyć, kiedy miałeś kiedyś z tym do czynienia wystarczy, że przypomnisz sobie co z czym się je).
„NOP” który najbardziej zapadł mi w pamięć to autyzm poszczepienny. Szczepienia nie wywołują autyzmu co wyjaśnia  Crazy Nauka.
Epidemie chorób zakaźnych. Tutaj podamy po prostu linki. Nic dodać, nic ująć. Wszystko jest ładnie opisane.
Pierwsze artykuły napisane przez Crazy Nauka na temat chorób zakaźnych w Polsce, a także dlaczego za niedługo nie damy sobie z nimi rady Crazy Nauka Crazy Nauka Crazy Nauka

Epidemia u bram
STOP CHOROBOM ZAKAŹNYM- klik

To na tyle. Umieściliśmy kilka naprawdę ciekawych linków do informacji. Nasze zdanie na temat szczepień i antyszczepionkowców znacie- jak widać we fragmencie gdzie pisaliśmy na temat szczepień naszych dzieci.
Na koniec życzymy tylko wszystkim proepidemikom więcej wiedzy, a mniej filmików z żółtymi napisami.

#szczepienia #antyszczepionkowcy #epidemia #NOP #autyzmposzczepienny #proepidemicy

Informacje ogólne

Informacje ogólne

 

Strona powstała ponieważ mam nieodparte wrażenie, że rodziny #wielodzietne są traktowane jak gorsze, jak patologia. Publikując notki z codzienności większej rodziny chcę pokazać, że nie wszyscy #wielodzietni to patologia, alkoholicy itd.
Pragnę by to miejsce stało się odskocznia dla mnie (uwielbiam pisać) i dla czytelników.

Kilka przydatnych informacji o nas.
Mieszkamy we Wrocławiu, choć pochodzimy ze Śląska (Beskidy).

Ja mama na cztery jestem szczęśliwą mężatką, matką zajmującą się domem, a także strona (nie tylko tą).

#tatanacztery to facet z jajami. Czwórka dzieci z którymi potrafi zostać całkiem sam nawet na kilka dni, kiedy mama na cztery musi służbowo wyjechać. Tata jest informatykiem, strażakiem OSP, a także zapalonym fanem World of Warcraft (ach te raidy).

Córka1 -najstarsza córka ma w tej chwili 7 lat, chodzi do pierwszej klasy i jest bardzo opiekuńcza. Czasami, aż mnie zadziwia ile pokładów miłości w tej osóbce… Oczywiście nie znaczy to, że nie potrafi strzelić focha… Potrafi- prawie tak dobrze jak mama.

Syn1- mój 6 latek. Buntownik, złośnik, a także cichy opiekun najmłodszego synka. Między nim, a młodszym synem jest jakaś więź, której do końca nie rozumiem, aczkolwiek jak z dziewczynami potrafi całymi dniami się wykłócać, tak z młodym godzinami umie się bawić, pokazywać zabawki w ciszy i śmiechu

Córka2 – 3,5 roku, diablik jakich mało. Mistrzostwo w fochy osiągnęła mając 2 latka. Słowa taty na cztery: nie wyprzecie się siebie.
Jeśli czegoś pragnie próbuje to zdobyć wszelkimi sposobami. Córeczka tatusia.

Syn2- najmłodszy. Wczesniaczek. Zamiast na początku września, urodziny na początku sierpnia. Zdrowy, pogodny. Wieczna tulawka.

Facebook
Facebook
Twitter